Piłka nożna fascynuje mnie już jakiś czas. Z zainteresowaniem śledzę poczynania graczy w najlepszych ligach na Starym Kontynencie oraz w europejskich pucharach. Swoje spostrzeżenia, analizy i podsumowania dotyczące futbolu chcę przedstawić właśnie tutaj.
RSS
wtorek, 08 maja 2012

Zabójcza końcówka w wykonaniu Wigan

Wigan pokonało Blackburn na jego własnym terenie 1:0 i odebrało nadzieję podopiecznym Steve'a Keana na utrzymanie w Premier League. Zespół Roberta Martineza powiększył przewagę w tabeli nad drużynami zagrożonymi spadkiem z ligi wraz z Wolverhampton Wanderers oraz Blackburn Rovers.



Pierwszą okazję do wyjścia na prowadzenie miało Wigan. W 4. minucie sprzed pola karnego uderzał Moses, ale nieskuteczna była ta próba. Kilka chwil później Franco Di Santo nie miał problemów z minięciem dwóch obrońców rywala i lewą stroną przedarł się w pole karne Paula Robinsona, jednak Anglik obronił strzał Argentyńczyka, a linia defensywna ostatecznie zażegnała niebezpieczeństwo wybiciem piłki na rzut rożny. Blackburn odpowiedziało strzałem Honesta, który otrzymał podanie od Yakubu, a następnie huknął z woleja, nadając futbolówce efektownej trajektorii lotu. Mierzył on natomiast nieznacznie nad okienkiem bramki. Z wiarą w powodzenie tej strategii David Dunn także spróbował uderzenia z dystansu, lecz i w tym przypadku zabrakło efektywności całego przedsięwzięcia



Morten Gamst Pedersen mógł zaskoczyć bramkarza gości z rzutu wolnego, ale za wysoko poszybowała uderzona przez niego piłka. Z drugiej strony boiska Di Santo wykonał wrzutkę w szesnastkę przeciwnika, natomiast adresat tego zagrania, Moses został pozbawiony dogodnej szansy na umieszczenie futbolówki w siatce przez... Caldwella, który wtrącił swoje trzy grosze w najmniej odpowiedniej chwili. Jeszcze przed zejściem do szatni Pedersen ponownie zmarnował swoim nieudanym strzałem kolejny stały fragment gry. W pierwszej części meczu to Wigan dominowało i pewniej się czuło na Ewood Park. Posiadanie futbolówki przez około 3/4 czasu oraz dwa razy więcej niż przeciwnik okazji do uzyskania prowadzenia świadczą o tym najlepiej. Nie był to dobry prognostyk na kolejne 45 minut dla zawodników Blackburn Rovers.



Zamiana stron dobrze jednak podziałała na ekipę Steve'a Keana, bowiem dało się zauważyć większe zaangażowanie w grze Rovers. Pedersen natomiast znów nie potrafił ani skutecznie wykończyć akcji, ani dograć celnie do swego kompana w następnej sytuacji. Tymczasem Wigan mogło zmienić wynik spotkania, jednak McCarthy postawił na siłę strzału oraz pomoc warunków atmosferycznych, co przyniosło skutek zupełnie odwrotny od oczekiwanego. Moment po tej akcji, w 53. minucie Yakubu był bliski pokonania Al-Habsiego w całkowitym chaosie panującym w obrębie jego pola karnego, lecz piłkę z linii bramkowej wybił Jean Beausejour. Swój atak pozycyjny gracze z Wigan przeprowadzili prawą flanką, skąd dośrodkowanie posłano do Di Santo, a napastnik zagrał do Mosesa, który nie trafił jednak czysto w futbolówkę.



Pogoda utrudniła zadanie piłkarzom, w szczególności bramkarze mogli się obawiać strzałów z dystansu, ale zamiast tego często obserwowali niekontrolowane poślizgi zawodników próbujących uderzać. W 59. minucie arbiter tego pojedynku powinien podyktować rzut karny dla Blackburn, ponieważ Boyce faulował przed własną bramką Hoiletta. Niestety słaba widoczność całego zajścia odbiła się negatywnie na finalnej decyzji Marka Clattenburga. Swojego szczęścia próbował Anthony Modeste, lecz Al-Habsi bez problemu zatrzymał piłkę. Po kilku minutach zachowawczego postępowania obu stron, Franco Di Santo pośliznął się przy strzale, podobnie jak chwilę później Hoilett, z tą różnicą, że gracz gospodarzy wywalczył rzut rożny po niepewnej interwencji Omańczyka.



W 81. minucie lewa strona defensywy miejscowych zawiodła na całej linii, lecz strzał Mosesa i dobitkę McCarthy'ego fantastyczną postawą zneutralizował Robinson. Następnie dośrodkowanie Boyce'a do Maloneya również nie zostało sfinalizowane należycie przez podopiecznych Martineza. Gdy nadeszła jednak 87. minuta, szał radości ogarnął cały Wigan Athletic. Rzut rożny wykonywał Jean Beausejour, natomiast Antolin Alcaraz uderzył głową futbolówkę z siłą niedającą szans instynktownie reagującemu bramkarzowi na skuteczną obronę. Blackburn nie potrafiło się przełamać i wznieść na wyżyny, co wykorzystał bez skrupułów zespół Wigan Athletic, zapewniając sobie kolejny rok gry w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. To ciężki orzech do zgryzienia dla fanów Rovers, którzy muszą czekać co najmniej 12 miesięcy na serię rywalizacji z najlepszymi.



 

Blackburn Rovers – Wigan Athletic 0:1 (0:0)
0:1 – Antolin Alcaraz (87.)

 

Blackburn: Robinson – Orr (Goodwille 80.), Dann, Givet (Petrović 46.), Martin Olsson – Hoilett, Dunn (Marcus Olsson 44.), Lowe, Pedersen – Modeste, Yakubu

 

Wigan: Al-Habsi – Alcaraz, Caldwell, Figueroa – Boyce, McArthur, McCarthy, Beausejour – Moses, Di Santo (Sammon 85.), Maloney

 

Żółte kartki: Petrović, Pedersen (Blackburn) – Moses (Wigan)

 

Sędzia: Mark Clattenburg

 

Jarosław Grzelak

 

sobota, 05 maja 2012

Walka Arsenalu z Norwich

Niesamowite widowisko na Emirates Stadium pomiędzy Arsenalem Londyn, a Norwich City zakończyło się wynikiem 3:3. Oznacza to, że ''The Gunners'' stracili dwa ważne punkty zbawienne w walce o Ligę Mistrzów. Teraz podopieczni Arsene'a Wengera muszą liczyć nie tylko na siebie, lecz także na rywali Newcastle i Tottenhamu, aby mieć nadzieję na awans do europejskiej elity w przyszłym sezonie.

 

Spotkanie rozpoczęło się kapitalnie dla ''Kanonierów''. W 2. minucie Yossi Benayoun po podaniu Rosicky'ego zszedł ze skrzydła w pole karne Norwich i pięknym sposobem umieścił piłkę w długim rogu bramki. Arsenal po szybkim objęciu prowadzenia poczuł się zbyt pewnie i oddał inicjatywę gościom, za co zapłacił wysoką cenę. Wojciech Szczęsny popełnił kuriozalny błąd w 12. minucie. Po dośrodkowaniu Naughtona z prawej flanki Wesley Hoolahan strzelił wprost w reprezentanta Polski, który próbował złapać płasko uderzoną futbolówkę, jednak ta przedarła się po jego dłoniach do siatki. To nie był koniec koszmaru defensywy gospodarzy. W 27. minucie z szybką akcją od własnej połowy wyszli gracze Paula Lamberta, a zwieńczeniem tego ataku był gol Granta Holta. Piłka po uderzeniu napastnika ''Kanarków'' odbiła się jeszcze od nóg Gibbsa, po czym przelobowała Szczęsnego.

 

W międzyczasie po pół godzinie gry groźnego urazu prawej nogi nabawił się Bacary Sagna i na noszach został zniesiony z boiska przez służby medyczne . Arsenal mógł wyrównać jeszcze przed przerwą, ale ani Gibbsowi, ani Van Persiemu nie udała się ta sztuka. Norwich w ostatnich sekundach doliczonego czasu pierwszych 45 minut mógł pokusić się o trzecią bramkę, jednak defensorzy rywali skutecznie zapobiegli niebezpieczeństwu we własnej ''szesnastce''. Odważna gra gości, częste ataki, a także wywieranie presji przyniosły im wymierny skutek.

 

Druga połowa to już dominacja ''The Gunners''. Niezliczone zapędy ofensywne pod bramkę Ruddy'ego początkowo nie przynosiły korzyści. Brakowało wykończenia m.in. w sytuacji wypracowanej przez Robina Van Persiego, kiedy napastnik zagrał wzdłuż linii końcowej i nie miał kto skierować piłki do bramki z najbliższej odległości. Trzeba też było uważać na kontrataki Norwich, tak jak w przypadku Jonhsona, który przebiegł pół boiska i sprawił swoim uderzeniem trochę problemów broniącemu na raty Polakowi. Kolejne kilkanaście minut to totalne oblężenie okolicy pola karnego gości. Swoje dogodne okazje mieli Benayoun, Van Persie oraz Vermaelen, lecz znowu bez rezultatów, bowiem John Ruddy spisywał się między słupkami jak natchniony.

 

W 72. minucie Arsenal przełamał impas i wyrównał stan meczu. Po zamieszaniu związanym z akcją Chamakha, Song zagrał zza linii pola karnego do wychodzącego na czystą pozycję Holendra z numerem 10 na trykocie, a ten technicznym strzałem bez przyjęcia pokonał golkipera drużyny przeciwnej. Machina z Emirates Stadium nabrała wiatru w żagle i sunęła po kolejne zdobycze bramkowe. Nieskutecznie jednak po rzucie rożnym próbował Chamakh, a uderzenie van Persiego wylądowało w rękach Ruddy'ego. W 80. minucie kolejna szansa holenderskiego napastnika powiodła się i po odnalezieniu przez niego komfortowego miejsca w gąszczu defensywnym rywali mocno strzelona piłka przeszyła rękę bramkarza, a następnie zatrzepotała w siatce.

 

Kiedy wydawało się, że ten dreszczowiec zakończy się po myśli ''dzieciaków Wengera'', w 85. minucie gapiostwo obrony gospodarzy wykorzystał Steve Morison, który po inteligentnym dograniu Howsona zmieścił futbolówkę przy dalszym słupku bramki zaskoczonego całym zajściem Wojciecha Szczęsnego. Do rozpaczliwej bitwy o 3 punkty na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem rzuciła się cała gwardia ''Kanonierów''. Niestety dla ich fanów van Persie zawiódł w sytuacji sam na sam z golkiperem, natomiast chwilę później sędzia nie zareagował w kontrowersyjnej sytuacji przy starciu Holendra z Naughtonem. W upływających sekundach doliczonego czasu gry Chamakh z prawej strony wystawił Alexowi Songowi piłkę meczową, jednak ekwilibrystyczny sposób uderzenia piętą nie zaskoczył będącego w dobrej dyspozycji golkipera Norwich. Sędzia oznajmił koniec obfitującego w niesamowite emocje spotkania, po którym muszą zostać wyciągnięte wnioski przez sztab trenerski Arsenalu.

 

Arsenal – Norwich 3:3 (1:2)

1:0 – Benayoun (2.)

1:1 – Hoolahan (12.)

2:1 – Holt (27.)

2:2 – van Persie (72.)

3:2 – van Persie (80.)

3:3 – Morison (85.)

 

Arsenal: Szczęsny – Sagna (Coquelin 33.), Koscielny, Vermaelen, Gibbs – Ramsey (Oxlade-Chamberlain 63.), Song – Gervinho, Rosicky, Benayoun (Chamakh 69.) – van Persie

 

Norwich: Ruddy – Naughton, Martin, R. Bennett, Lappin – Howson, Johnson (Morison 69.) – E. Bennett, Hoolahan (Pilkington 75.), Jackson – Holt (Wilbraham 81.)

 

Żółte kartki: Ramsey, Vermaelen (Arsenal) – Jackson, Hoolahan, Wilbraham (Norwich)

 

Sędzia: Anthony Taylor

 

Jarosław Grzelak

 

środa, 25 kwietnia 2012

Chelsea pokonuje Barcelonę w półfinale Champions League

Goście z Londynu zremisowali na Camp Nou z Barceloną 2:2 i jako pierwsi potwierdzili swój udział w finale Ligi Mistrzów. ''Duma Katalonii'' nie potrafiła utrzymać koncentracji i straciła bramkę tuż przed zejściem do szatni, co dało przewagę psychiczną podopiecznym Roberto Di Matteo. Przetrwali oni najazd zaciekle atakujących, aczkolwiek bezradnych w wykończeniu akcji graczy ''Blaugrany''.

 

Barcelona od początku grała wysoko pressingiem na połowie rywala, starając się jak najszybciej odebrać mu piłkę. Przyjezdni ze Stamford Bridge usposobili się defensywnie na ten pojedynek. Pierwszą sytuację do wyrównania stanu dwumeczu miał Lionel Messi, jednak jego mocny strzał otarł się jedynie o boczną siatkę. Natomiast zagrożenie w okolicy ''szesnastki'' Valdesa miało opłakane skutki, bowiem golkiper ''Barcy'' zderzył się z Pique, który stracił na moment przytomność. Po kilkunastu minutach Messi stanął przed kolejną szansą pokonania Petra Cecha, ale bramkarz londyńczyków zapobiegł przedostaniu się futbolówki do siatki. Z kolei nad poprzeczką uderzał z dystansu Mascherano, a po przeciwnej stronie Drogba nie potrafił strzelić w światło bramki. Poszkodowany stoper Barcelony musiał opuścić boisko. W 35. minucie gola strzelił Sergio Busquets po asyście Cuenki, który zachował spokój w gąszczu graczy defensywnych ''The Blues'' i podał do lepiej ustawionego kolegi z zespołu.

 

Po tej bramce nerwy puściły Johnowi Terry'emu. Anglik bezmyślnie zaatakował będącego bez piłki Sancheza, za co otrzymał od arbitra czerwony kartonik. W 43. minucie osłabiona Chelsea dała sobie wbić kolejnego gola. Messi podał do Andresa Iniesty, który umieścił piłkę w siatce w sytuacji sam na sam. Kiedy wydawało się, że ''Barca'' skończy pierwszą część gry z bezpieczną przewagą, zgrzeszyła ona po raz kolejny brakiem koncentracji. Lampard zagrał futbolówkę na czyste pole do Ramiresa, a ten podbił ją nad Valdesem i zdobył bramkę dającą od tego momentu awans jego drużynie.

 

W kolejnych 45 minutach londyńczycy całkowicie skupili się na defensywie, natomiast Katalończycy wprost przeciwnie. Ich dominacja w posiadaniu piłki była porażająca. Brak jednak wykończenia ataków powodował coraz głębszą frustrację. W 48. minucie sędzia podyktował rzut karny dla Barcelony za faul Drogby na Fabregasie. Futbolówkę na wapnie ustawił Argentyńczyk z numerem 10 na trykocie, a następnie, kierując ją wprost w poprzeczkę bramki Cecha, chybił celu. Chwilę po tej akcji celnego dośrodkowania Alvesa nie potrafił uderzeniem głową zamienić na gola Sanchez. Następnie swoja okazję miał Didier Drogba, jednak Valdes wyłapał strzał oddany z linii środkowej boiska. Niebezpiecznie w polu karnym Chelsea zrobiło się po zagraniu Iniesty do Cuenki, lecz i tym razem Cech stał na posterunku, nie dając się pokonać.

 

Przez dłuższy okres podopieczni Pepa Guardioli nie umieli zakończyć strzałem swych akcji. Ich wymiany podań były monotonne i nie zaskakiwały defensorów z Londynu. Za przełamanie impasu chciał się wziąć Busquets, ale odchylił się przy tym uderzeniu, co przesądziło o niepowodzeniu. Kilka minut później turecki arbiter nie uznał gola Sancheza z racji pozycji spalonej asystującego Alvesa, a następnie Messi przy próbie zza linii pola karnego trafił w słupek. W ostatnich momentach tego spotkania gospodarze żwawiej poczynali sobie w ofensywie, natomiast skutek tego był nadal marny. Mascherano płaskim uderzeniem sprawdził nienaganny refleks reprezentanta Czech. Stara piłkarska prawda o tym, że ''niewykorzystane sytuacje się mszczą'' znalazła swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości także podczas tego wieczoru. Cole wybił piłkę jak najdalej w pole, a Fernando Torres stanął oko w oko z Valdesem i minąwszy Katalończyka, pokonał go bez najmniejszego problemu.

 

Mecz zakończył się wynikiem 2:2 (3:2 w dwumeczu) premiującym do uczestnictwa w finale ekipę ''The Blues''. Barcelona miała ogromny kłopot od chwili utraty bramki w ostatnich sekundach pierwszej połowy. To wybiło z równowagi graczy z Camp Nou. Ich zapędy ofensywne nie dały rezultatów, za co poniekąd może odpowiadać Lionel Messi. Nie wykorzystał najlepszej w tych 180 minutach okazji do wyjścia na prowadzenie oraz uspokojenia gry całego zespołu. Chelsea bardzo dobrze radziła sobie, będąc w dziesięciu na placu boju przez około godzinę. Realizowała strategię i pomimo ciężkiej sytuacji, zdołała awansować. Natomiast brak w finale m.in. lidera defensywy, Johna Terry'ego, czy świetnie dysponowanego w ostatnim czasie Ramiresa to poważne osłabienie. Niemały więc ból głowy czeka trenera przed ostateczną walką o zwycięstwo w całych tegorocznych rozgrywkach UEFA Champions League.

 

FC Barcelona – Chelsea Londyn 2:2 (2:1)

1:0 Busquets (35.)
2:0 Iniesta (43.)
2:1 Ramires (45+1.)
2:2 Torres (90+1.)

 

Barcelona: Valdes – Puyol, Pique (26. Alves), Mascherano – Cuenca (67. Tello), Xavi, Busquets, Iniesta, Fabregas (74. Keita) – Messi, Sanchez

 

Chelsea: Cech – Ivanović, Cahill(12. Bosingwa), Terry, Cole – Mikel, Meireles – Mata (58. Kalou), Lampard, Ramires – Drogba (80. Torres)

 

Żółte kartki: Iniesta, Messi (Barcelona) – Mikel, Ramires, Ivanović, Cech, Lampard, Meireles (Chelsea)

 

Czerwone kartki: Terry (Chelsea)

 

Sędzia: Cuneyt Cakir (Turcja)

 

Jarosław Grzelak

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7